Polska branża logistyczna rozwija się w imponującym tempie, stając się jednym z filarów naszej gospodarki. Mamy świetnie prosperujący rynek kurierski, najgęstszą w Europie sieć automatów paczkowych, potężne centra fulfillmentowe oraz rosnący sektor e-commerce. Nie oznacza to jednak, że zaimplementowaliśmy już wszystkie innowacyjne modele biznesowe znane z rynków amerykańskich, brytyjskich czy azjatyckich. Analizując globalne trendy, łatwo dostrzec zagraniczne biznesy, których nie ma w Polsce, a które mogłyby całkowicie zrewolucjonizować nasz sposób myślenia o transporcie i spedycji. Warto przyjrzeć się tym rozwiązaniom, ponieważ w wielu z nich drzemie ogromny potencjał na komercyjny sukces w naszym kraju.
Przyszłość transportu, czyli autonomiczne korytarze i zrobotyzowane place manewrowe
Transport ciężarowy bez kierowcy na regularnych trasach to za oceanem już nie tylko wizja z filmów science fiction, ale realnie wdrażana usługa. Amerykańskie firmy technologiczne rozpoczynają właśnie komercyjne przewozy autonomicznymi pojazdami na stałych odcinkach autostrad, udowadniając, że technologia jest gotowa na codzienne wyzwania. W naszym kraju takie modele wciąż pozostają w fazie wczesnych testów i ram badawczych, co sprawia, że to wciąż zagraniczne biznesy, których nie ma w Polsce w formie powszechnej i w pełni skalowalnej. Krajowy odpowiednik mógłby zacząć od obsługi stałych, strategicznych tras, łączących największe centra dystrybucyjne na linii Poznań-Berlin czy Stryków-Łódź. Takie rozwiązanie opierałoby się na sprzedaży dostępu do w pełni zautomatyzowanego korytarza transportowego.
Zanim jednak bezzałogowe ciężarówki na dobre wyjadą na polskie drogi publiczne, znacznie szybciej możemy doczekać się automatyzacji zamkniętych przestrzeni logistycznych. Chodzi o zrobotyzowane operacje na placach manewrowych, polegające na bezobsługowym przemieszczaniu naczep między dokami a parkingami. Oprogramowanie zarządzające w połączeniu ze specjalnymi pojazdami tworzy płynny, nieprzerwany ekosystem, który eliminuje wąskie gardła w potężnych hubach dystrybucyjnych. Operator oferujący usługę autonomicznego placu manewrowego w modelu abonamentowym idealnie wpisałby się w potrzeby rynku zmagającego się z presją czasu i brakiem rąk do pracy. To doskonały przykład innowacji, która nie wymaga od razu zmian w kodeksie drogowym, a jedynie sprytnego zastosowania dostępnych już najnowszych technologii.
Dostawy bez kuriera, czyli drony medyczne i chodnikowe roboty
Dostawy realizowane za pomocą dronów kojarzą nam się głównie z jednorazowymi akcjami promocyjnymi lub krótkimi testami w warunkach kontrolowanych. Tymczasem na rynkach zachodnich funkcjonują już przedsiębiorstwa, które budują pełnoprawną infrastrukturę logistyczną opartą na bezzałogowych statkach powietrznych. Rozwiązania te przestają być intrygującym gadżetem, a stają się krytycznym elementem łańcucha dostaw, oferując transport małych produktów w zaledwie kilkanaście minut. W polskich warunkach największy potencjał komercyjny drzemie nie w masowym dostarczaniu posiłków czy zakupów, ale w błyskawicznej logistyce medycznej i przemysłowej. Transport próbek krwi, leków ratujących życie czy krytycznych części serwisowych za pomocą dronów to nisza, w której czas ma wartość o wiele wyższą niż sam jednostkowy koszt usługi przewozowej.
Podobną rewolucję na poziomie gruntu mogą wywołać autonomiczne roboty dostawcze przemieszczające się po chodnikach. W wielu miastach i na kampusach w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii małe, poruszające się samodzielnie maszyny realizują miliony zamówień, dostarczając posiłki oraz drobne zakupy z lokalnych sklepów. Zgłębiając zagraniczne biznesy logistyczne, których nie ma w Polsce, to właśnie ta koncepcja wydaje się niezwykle bliska opłacalnego wdrożenia, jeśli dopasujemy odpowiednio jej środowisko naturalne. Zamiast wypuszczać roboty na zatłoczone ulice dużych miast, operatorzy mogliby skupić się na zamkniętych ekosystemach, takich jak miasteczka akademickie, duże parki biurowe czy rozległe kompleksy turystyczne i szpitalne. Bliska współpraca z zarządcami takich dużych nieruchomości pozwoliłaby na stworzenie niezwykle wydajnej mikrologistyki operującej na odcinku ostatnich kilkuset metrów.
Rewolucja w e-commerce: zwroty bez opakowań i magazyny na żądanie
Obsługa zwrotów to prawdziwa pięta achillesowa współczesnego handlu internetowego, generująca potężne koszty i frustrację zarówno sprzedawców, jak i konsumentów. Za granicą triumfy święcą sieci specjalnych punktów usługowych, w których klient może oddać nietrafiony produkt bez konieczności szukania kartonu, drukowania etykiety czy samodzielnego pakowania towaru. Towar jest po prostu skanowany przez pracownika, co natychmiastowo uruchamia procedurę zwrotu środków finansowych na konto kupującego. Takie innowacyjne podejście do logistyki zwrotnej, połączone z natychmiastową konsolidacją, raportowaniem i kontrolą jakości to wyraźny sygnał, jakich innowacji e-commerce nie ma w Polsce w powszechnym, zintegrowanym użyciu. Zbudowanie podobnej dedykowanej sieci we współpracy z galeriami handlowymi i lokalnymi punktami usługowymi mogłoby przynieść olbrzymią ulgę polskiej branży modowej, obuwniczej i elektronicznej.
Drugim niezwykle istotnym i wyraźnym trendem, który na stałe zmienia oblicze obsługi sektora e-commerce, jest elastyczna powierzchnia magazynowa dostępna w formule przypominającej usługi oferowane w chmurze obliczeniowej. Zewnętrzne platformy systemowe, łączące bezpośrednio firmy posiadające wolne regały z markami desperacko potrzebującymi chwilowej przestrzeni operacyjnej, pozwalają na zawsze uniknąć wieloletnich, sztywnych umów najmu. Chociaż w Polsce mamy obiektywnie świetnie rozwiniętą infrastrukturę, w pełni dojrzały model magazynowania na żądanie w formule zintegrowanej usługi wciąż pozostaje intrygującą i mało zagospodarowaną niszą na rynku. To idealne i pożądane rozwiązanie dla biznesów bardzo mocno sezonowych, innowacyjnych importerów czy firm dopiero testujących nowe rynki, które oczekują natychmiastowej, bezbłędnej integracji systemowej bez konieczności ponoszenia z góry wysokich kosztów początkowych.
Cyfrowe zarządzanie przesyłkami i transport zeroemisyjny
Tradycyjny model doręczania przesyłek niestety nie zawsze sprawdza się w przypadku bardzo nietypowych gabarytów lub skomplikowanych dostaw wymagających wręcz absolutnej natychmiastowości w działaniu. Na zachodnich, zamożnych rynkach doskonale radzą sobie platformy oparte na sprawdzonym już społecznościowym modelu dostaw, które angażują zwykłych, lokalnych kierowców do bezpiecznego przewozu rzeczy zupełnie przy okazji ich własnych podróży. Takie bardzo elastyczne i nowoczesne podejście idealnie, bez strat własnych wypełnia lukę pomiędzy klasycznym i powolnym kurierem a niezwykle drogim transportem rygorystycznie dedykowanym, optymalnie obsługując chociażby hurtownie motoryzacyjne czy sklepy ze sprzętem budowlanym. Równie niesamowicie ciekawie na tle branży prezentują się cyfrowi spedytorzy przesyłek krytycznych czasowo, którzy skutecznie wykorzystują sztuczną inteligencję do błyskawicznego wytyczania nowych tras oraz wczesnego przewidywania opóźnień. W tym konkretnym modelu klient przecież nie płaci jedynie za przewóz z punktu do punktu, ale przede wszystkim za absolutną gwarancję uniknięcia wielomilionowych strat biznesowych spowodowanych chociażby nagłym przestojem linii produkcyjnej.
Uciążliwe problemy z odnalezieniem właściwego adresu docelowego to wciąż kolejna ogromna zmora zawodowych kierowców i miejskich kurierów, szczególnie na nieustannie zmieniających się placach budowy, rozległych, słabo oznaczonych terenach przemysłowych czy nowych osiedlach. Innowacyjne na skalę światową systemy geolokalizacyjne, które geometrycznie dzielą powierzchnię ziemi na małe, trzymetrowe kwadraty przypisując im unikalne kombinacje słów, niemal całkowicie na zawsze eliminują frustrujące błądzenie na kluczowym ostatnim kilometrze każdej dostawy. Choć bazowa technologia ta świetnie istnieje i działa globalnie, niestety wciąż brakuje na naszym polskim rynku odważnego integratora, który na stałe uczyniłby z niej rynkowy standard logistyczny i e-commerce. Podobnej odwagi i kompleksowości widocznie brakuje jeszcze w sektorze zaawansowanej elektromobilności ciężkiej, gdzie realną barierą dla bardzo wielu firm jest chociażby brak odpowiednio wydajnej i przewidywalnej infrastruktury ładującej. Odpowiedzią na te wszystkie rynkowe bolączki mógłby być przemyślany model elektrycznego transportu jako usługi, w którym to właśnie nowoczesny, wyspecjalizowany zewnętrzny operator samodzielnie bierze na siebie zakup pojazdów ciężarowych, budowę ładowarek oraz inteligentne planowanie tras, sprzedając klientom po prostu bezstresowy i prosty dostęp do w pełni funkcjonalnego i całkowicie zeroemisyjnego łańcucha dostaw na stałych korytarzach drogowych.
Dlaczego tak wolno adaptujemy innowacje w polskiej logistyce?
Zastanawiając się wnikliwie nad tym, dlaczego niektóre bardzo zyskowne i przełomowe koncepcje logistyczne wciąż jeszcze w ogóle nie dotarły na dobre nad Wisłę, bezwzględnie musimy wziąć pod uwagę spory szereg bardzo specyficznych czynników natury stricte prawno-biznesowej. Główną przeszkodą dla rozwoju nie jest bowiem absolutnie w tym przypadku brak kreatywności i wizji po stronie naszych rodzimych przedsiębiorców, lecz wciąż zbyt mocno skomplikowane i archaiczne regulacje prawne, astronomiczne koszty szybkiego pozyskania niezbędnego kapitału oraz w pełni naturalna i zrozumiała zachowawcza ostrożność dużych i stabilnych graczy rynkowych. Legalne i bezpieczne wprowadzenie na nasze drogi i ulice bezzałogowych, inteligentnych pojazdów kołowych czy potężnych latających dronów stanowczo wymaga nie tylko radykalnych zmian w istniejących przepisach ustawowych, ale także wypracowania od podstaw zupełnie nowych i rzetelnych standardów ubezpieczeniowych oraz zbudowania trwałego poparcia i zaufania szeroko pojętego społeczeństwa. Jeśli precyzyjnie i bez emocji przeanalizujemy te zagraniczne biznesy, których nie ma w Polsce, szybko i łatwo zdamy sobie z tego sprawę, że przeważająca większość z nich od początku opiera się na gęstej sieci wysoce zaufanych i lojalnych partnerów, a także bardzo głębokiej i skomplikowanej integracji informatyczno-technologicznej.
Należy jednak z optymizmem pamiętać o tym, że nasz kraj już od lat posiada ogromną rynkową przewagę jako niezwykle silny i strategiczny europejski hub logistyczny i tranzytowy, który jest nieustannie napędzany przez niezwykle dynamicznie rosnący rodzimy rynek e-commerce. Zupełnie w tym przypadku nie musimy ślepo kopiować zachodnich czy bardzo modnych azjatyckich modeli operacyjnych całkowicie jeden do jednego; wystarczy tylko inteligentnie i w pełni racjonalnie je odpowiednio zaadaptować do naszych wciąż specyficznych, ale lukratywnych lokalnych realiów biznesowych. Najbliższa przyszłość całej logistycznej branży z pewnością w ogóle nie będzie już należała tylko i wyłącznie do tych stricte tradycyjnych, klasycznych przewoźników, lecz przede wszystkim do ultranowoczesnych firm umiejętnie i innowacyjnie łączących na co dzień kompetencje technologiczne, potężną analitykę ogromnych zbiorów danych oraz elastyczne zarządzanie całą nowoczesną infrastrukturą. Największe szanse na gigantyczny sukces komercyjny rynkowy w najbliższych latach bez wątpienia będą miały właśnie te nowoczesne, innowacyjne podmioty, które skutecznie i trwale zaoferują nam całkowicie realne rozwiązanie tych wszystkich najbardziej palących, codziennych problemów, takich jak powszechny deficyt doświadczonych rąk do pracy, rosnące drastycznie koszty obsługi tradycyjnych zwrotów czy rosnąca potrzeba absolutnej natychmiastowej transparentności na każdym szczeblu skomplikowanego łańcucha dostaw.